Nigdy nie byłam osobą która dąży do marzeń i celów po trupach. Zazwyczaj bardzo szybko rezygnowałam, i nie będę owijać w bawełnę z przeróżnymi powodami, bo byłam zwykłym leniuchem. Napalałam się na jakiś plan i przez kilka dni, może tygodni lub miesięcy starałam się o to. Ale większość z nich nie przetrwała próby czasu i zakończyła się na snuciu planów.
I nie będę wam mówić, że z siatkówką było inaczej i że odmieniła moje życie, bo należała jedynie do tej mniejszości, która została na kilka dobrych lat i trwa nadal, tyle że już nie pasjonuje mnie tak jak na początku. A owszem, nadal oglądam mecze Skry Bełchatów z rumieńcami na policzkach i w sekrecie przed wszystkim i wszystkimi trzymam zdjęcie siatkarzy w rameczce. No co ja mam poradzić? Skoro się tym zainteresowałam i zaczęłam trenować, nie mogłam tak po prostu hop siup!, już nie trenuję, halówki za dwie stówy sprzedam na ebaju a zdjęcia z reprezentacją i tak nie mam i mieć nie będę i git. Grałam w szkolnym klubie na pozycji libero, ale z drugiej strony nie kochałam tego sportu tak mocno, jak powinnam.
Było zimno, jak na letni wieczór. I nie tylko mi zapewne, ale nie mogłam się do końca upewnić, bo teraz wokół kręciło się tylko pełno kibiców. Co druga osoba idąca przez ulicę miała na sobie albo szalik, albo jakikolwiek inny gadżet Treflu Sopot lub Skry Bełchatów, zależy kto co lubił. I trudno było rozpoznać po strojach, czy im też było zimno, bo byli głównie w t-shirtach kibica... Więc chyba jako jedyna miałam czapkę na głowie, sweter i szorty. A pod nimi leginsy. I creepersy, bo musiało mnie coś grzać w stopy. Hm... Nie było do końca ciemno, ba, niebo dopiero wpadało w różowawo-żółty odcień, a błękit nadal przeważał w kolorach nieba. Troszkę chmurek i wiatru, raz mocniejszego a raz lżejszego, słońce i mrozek szczypiący w nos. Dziwna pogoda jak na koniec czerwca... Zbyt dużo myślałam tamtego wieczoru, zaczynała boleć mnie głowa. I nie wiedziałam czy to przez huk kibiców czy przez zbyt duży natłok myśli.
Przechodziłam właśnie obok ERGO Areny. Była pięknie oświetlona, normalnie duma aż mnie rozpierała, że jestem z Trójmiasta, chociaż nawet w siatkówce kibicowałam z największym zapałem komu? Skrze Bełchatów, hm... Coś w tym musiało być. Tak, dzisiaj WYJĄTKOWO nie oglądałam meczu. Miałam totalnie napięty dzień i zwyczajnie nie miałam czasu nawet na większe pasje, takie jak rysowanie, a więc tymbardziej nie mogłabym poświęcić czasu siatkówce. Skończyłam zajęcia dopiero o szesnastej, posiedziałam chwilę w domu, aby się pouczyć i musiałam wyjść na zakupy... No i w sumie to potem sama z siebie zaszłam do Ali żeby pójść z nią na kawę, ale musiałam w końcu się z nią spotkać. A jako, że aktualnie wybiła godzina 20:30, oznaczająca początek meczu, postanowiłam się pośpieszyć do domu. Od ERGO Areny do mojego osiedla nie było aż tak daleko, mogłam spokojnie dojść do domu w piętnaście, może dwadzieścia minut. Czasem podjeżdżałam do naszego osiedla tramwajem i podchodziłam jeszcze minutkę, ale najczęściej w nawet tak zimne letnie dni lubiłam pospacerować. Co prawda moja droga do domu przechodziła przez sam środek Gdańska, ale i tak sprawiało mi to przyjemność.
Właśnie przechodziłam obok sklepu mojej sąsiadki z piętra niżej, kiedy zabrzęczał mój telefon. Wyjęłam moje LG z kieszeni szortów i przyjrzałam się ekranikowi.
Nieznany numer.
Hmm, ciekawe kto to. Zazwyczaj albo wstydziłam się, albo bałam odebrać lub odpisać, ale to było kilka lat temu. Teraz lubiłam wykręcać obcym żarty przez właśnie takie anonimowe smsy lub telefonu.
Otworzyłam smsa i zaciekawiona przystanęłam na chwilę, abym mogła przeczytać jego zawartość.
"Chcesz dać dzieciom szansę na lepsze życie? W dodatku interesujesz się sportem lub jesteś artystyczną duszą? Wolontariat 'Fundacji Herosi' czeka na ciebie! Wypełnienie formularzu zajmie chwilę, a nada nadzieję naszym podopiecznym. Po więcej informacji zadzwoń: 691 490 178. Oddzwonimy!"
Fundacja Herosi? Pierwszy raz słyszałam taką nazwę i w życiu bym się pewnie nie dowiedziała o jej istnieniu. Chciałam już skasować tą wiadomość, ale utkwiły mi w głowie słowa: "może interesujesz się sportem?"... Hm. Nigdy nie byłam wolontariuszką w żadnej fundacji, chociaż składałam papiery do uczelni na kierunek pedagogiki... A przecież fundacja mogłaby być fajną przygodą. W dodatku te słowa ze sportem mnie zainteresowały.
Postanowiłam sprawdzić to w domu, więc zostawiłam smsa w spokoju i pognałam przez ulice Gdańska.
Wleciałam do domu i zamknęłam za sobą drzwi, starając się nie trzaskać.
- Mamo, już jestem! Mam tutaj resztę tej stówy co od ciebie brałam.
Rzuciłam zadyszana i zdjęłam buty, zamieniając je na wygodne, ciepłe papucie. Położyłam pieniądze na szafce o podreptałam do kuchni, aby umyć ręce i przy okazji zgarnąć z blatu kubek z herbatą. Już szósta dzisiaj, hm. Dzięki ci boże za automaty z piciem w szkołach, alleluja!
Usiadłam przy stole. Mama odwróciła się do mnie i uniosła brwi.
- Ale masz rumieńce, coś się stało? Zimno było?
Potrząsnęłam głową.
- Nie, chociaż zmarzłam nawet w tych rajstopach faktycznie, ale nieważne -wyrzuciłam z siebie z szybkością karabinu maszynowego.
Mama usiadła naprzeciwko mnie i zamieszała łyżeczką w swojej kawie.
Hm, więc była opanowana i miała chyba dobry humor. Czas rozpocząć pierwszy punkt akcji 'Ania Wolontariuszka', który obmyśliłam w drodze powrotnej.
- Mamo, byłaś kiedyś wolontariuszką w jakieś fundacji?
Uniosła wzrok i zrobiła zdziwioną minę.
- Nie, skąd ci wpadł do głowy ten pomysł? - wzięła łyk kawy i zachęciła mnie do wypicia mojej herbaty. - Ale ty powinnaś, ciągnie cię do tego.
Zamilkłam i wzięłam do ręki kubek z gorącą herbatą cytrusową, sącząc ją powoli. A więc niczego od niej nie wyciągnę na temat 'a jak jest w fundacjach, co tam się robi?'. Stwierdziłam, że muszę się jeszcze zastanowić, czy w ogóle zachce mi się faktycznie brać w tym udział, więc odstawiłam ten temat na później.
Wypiłyśmy herbatę i kawę zatapiając się w zupełnie innych tematach, wydawało mi się nawet że ten sms to jakaś historyjka, a nie prawdziwe wydarzenie.
Wstałam od stolika i spojrzałam na telewizor. Aktualnie mama oglądała Polsat SPORT, na którym leciał mecz Treflu i Skry. Niefortunnie nie skończyłam geografii, a jako że lubiłam naszą nauczycielkę nie chciałam jej zawieść - siatkarze, wybaczcie! Kocham was, ale nauka wzywa!
Weszłam do pokoju, zamykając za sobą drzwi i ujrzałam jeden, ale ogromny plakat reprezentacji polskiej siatkówki, a nad nią mniejszy, bo zaledwie A3 reprezentacji polski w piłce nożnej. Wyciągnęłam podręcznik i zeszyt od geografii z torby. Usiadłam po turecku na łóżku i otworzyłam podręcznik; literki nagle zaczęły robić coraz mniejsze, długopis w ręce drżeć a kratki w zeszycie zlewać się. Byłam zmęczona do bólu mówiąc szczerze. Szkołę zaczynam w czwartki o 7:45, a kończyłam o 16:25. Później zaszłam na chwilę do domu, aby zrobić lekcje i się pouczyć, a po tym mama wygoniła mnie na zakupy... I tak całkiem przy okazji już zaszłam po Alę. Treningu dzisiaj nie miałam, więc i tak mój grafik rozluźnił się mimowolnie. A mimo wszystko aby położyć się o przyzwoitej godzinie musiałam zrezygnować z siatki.
Odłożyłam grzecznie podręcznik i zeszyt, wiedząc że nic z tego nie wyjdzie, i pognałam do łazienki, zgarniając jednocześnie piżamę z brzegu łóżka.
Byłam tak wypucowana i pachnąca, że gdziekolwiek nie poszłam, pachniało za mną moim żelem pod prysznic od Adidasa. Mama przy okazji zaparzyła mi już dwa kubki herbaty, które elegancko postawiłam na osobnym talerzyku i zgarnęłam go ze stołu razem z drugim talerzykiem z tostami.
Zamknęłam za sobą drzwi, popychając je nogą i postawiłam talerzyki na biurku.Odruchowo ugryzłam ogromny kęs tosta. Hm, oprócz sera wyczułam szynkę. Duuużo szynki. Przeżułam dokładnie tosta, ponieważ z moim jakże ruchliwym trybem życia wypadałoby dbać o dobre trawienie i usiadłam na łóżku. Wyciągnęłam z torby telefon i otworzyłam skrzynkę. Moją uwagę automatycznie zwróciło dziewięć niepozornie wyglądających cyferek. A jeśli to faktycznie mógł być dobry pomysł? Przecież szłam na pedagogikę, interesowałam się losem innych od zawsze. Uwielbiałam dzieci i często zajmowałam się brzdzącami znajomych mamy, w dodatku skoro Herosi inwestowali w sport, to co mi szkodziło?
"Fundacja Herosi"
Wystukałam w nazwie kontaktu i zaakceptowałam zmiany. Ugryzłam tosta ponownie i popiłam kęs herbatą, aby się nie zasuszyć. Zmarszczyłam brwi i wciupiłam się w kąt łóżka, opatulając się kołdrą i wsuwając tosty, które niesamowicie intensywnie pachniały świeżą szynką oraz serem.
Kiedy ocknęłam się i odwróciłam wzrok od telefonu, było już ciemno. Faktycznie, kiedy wchodziłam już pod kołdrę robiło się ciemnawo, ale nie sądziłam że na szperaniu w telefonie i szukaniu na internecie informacji o Herosach zleci mi tyle czasu.
Dopiłam chłodną już herbatę, oczywiście drugą, i odstawiłam kubek na stół, łącznie z talerzykiem po tostach. Usłyszałam jak moja mama zatrzaskuje laptopa i kieruje się do sypialni.
- Dobranoc, mamo! - krzyknęłam i usłyszałam 'Dobranoc' w odpowiedzi. Ułożyłam się wygodnie w łóżku i do mojej głowy przyszedł pomysł.
Wybrałam automatycznie numer Ali i podniosłam się na łokciu. Pierwszy sygnał, drugi sygnał, trzeci sygnał, czwarty... W końcu!
- Halo? - ziewnęła do słuchawki zaspana Alicja - Co chcesz, Anka?
Tak, nawet ona nie mogła używać skrótu 'Anka'. Nie lubiłam tego skrótu i gdy usłyszałam, że go używa zmarszczyłam brwi.
- Słuchaj Ala, słyszałaś kiedyś o takiej fundacji? Herosi? - spytałam i zaszczękałam zębami. Zimno. - Bo wiesz, mogłybyśmy razem zostać wolontariuszkami...
Mój ton z każdym słowem nabierał coraz to bardziej żywego tonu.
- Tak, cudownie. Czy tylko to chciałaś mi przekazać o wpół do pierwszej w nocy?
Zerknęłam na mój zegar z Realu Madryt i wydałam z siebie cichy, głupkowaty śmiech zakłopotania.
- Wybacz Alutko, wynagrodzę ci to jutro jakoś. Przepraszam, idź spać dalej!
- Taak, papa.
Rozłączyłam się i wpatrywałam się jeszcze przez chwilę w telefon. Zaczęłam dziwnie zastanawiać się, czy nie zadzwonić lub zaesemesować jutro... Pfu, dzisiaj, do tej całej Fundacji Herosi. Poczytałam trochę o tym w internecie i okazało się, że Fundacja ta ma na celu spotkania z artystami i sportowcami na rzecz chorych, niepełnosprawnych dzieci. Niby oklepany temat, ale z drugiej strony - co stało mi na przeszkodzie? Kochałam dzieci, szłam na pedagogikę i nie raz zajmowałam się dziećmi znajomych. Nie widziałam żadnych przeciwwskazań, aby nie zgłosić się do wolontariatu, przynajmniej kilka godzin temu. A teraz? Ziewnęłam przeciągle i odłożyłam telefon na szafkę nocną. Teraz to ja chciałam tylko i wyłącznie spać.
~
Oto i jest - pierwszy rozdział, w którym macie okazję poznać troszkę Anię i jej podejście do życia :)
Z góry od razu wyjaśnię, dlaczego Ania jest tu przedstawiona jako licealistka - oprócz dwóch części opowiadania powstanie jeszcze taka całkiem pierwsza - tutaj poznamy kulisy nawiązania jej znajomości z siatkarzami i dopiero w drugiej części skupimy się na jej studenckim życiu i problemach.
UWAGA! Od kilku godzin blog posiada fanpage na Facebooku - http://www.facebook.com/UdajmyZeToMilosc ! Będą tutaj publikowane ciekawostki o bohaterach, fabule, sondy i zabawy oraz informacje o nowych rozdziałach :) CZYTASZ? = KLIKNIJ LUBIĘ TO!
Wszystkie pytania dotyczące bloga zadawajcie albo tutaj, albo na fb ;)
Pozdrawiam ;*
fajne,pisz dalej, masz do tego talent :D!
OdpowiedzUsuńBardzo superekstramegafajnie! *_*
OdpowiedzUsuńPisz jak najwięcej, bo na pewno będę tutaj wpadać! :D
Zapraszam do mnie:
http://volleyball-dreams-come-true.blogspot.com/
Pozdrawiam! :*