Obudziłam się w pół siedzącej, pół leżącej pozycji. Otworzyłam i ponownie zacisnęłam oczy, pozwalając im się spokojnie 'wybudzić' i usiadłam. Dzisiaj wypadał piątek, a oznaczało to dwie godziny treningu po lekcjach... Jako, że zawsze rano biegałam piętnaście minut, zerknęłam na zegar i moje serce prawie że stanęło mi w piersi.
Ósma trzydzieścisiedem.
Przetarłam oczy i podniosłam się. Za dwadzieścia dziewiąta. Czyli mniej więcej godzina spóźnienia... Bywało gorzej, ale dotychczas, do końca czerwca, jakoś dobrze się trzymałam i spóźniłam się może kilka razy. A im bliżej było wakacji, tym więcej gaf popełniałam.
Zeskoczyłam z łóżka i poszłam do łazienki.
Prysznic zajął mi szybkie pięć, góra dziesięć minut. Ubrałam się w dżinsowe rurki, koszulę, którą wpuściłam w spodnie i baletki. Włosy spięłam w wysokiego kitka, spakowałam szybko książki do plecaka od Adidas'a i weszłam szybko do kuchni.
Mama siedziała przy stoliku przy laptopie i pisała coś w Wordzie, popijając kawę. Obok jej laptopa stał mój kubek ze Zbychiałem, który dostałam na ostatnie urodziny.
- Mamo, ja już idę - powiedziałam.
Wzięłam łyka herbaty i skierowałam się w stronę przedpokoju, zdjęłam z wieszaka worek z butami i ubraniem na trening oraz skórzaną kurtkę, którą zarzuciłam na ramiona. Zatrzasnęłam za sobą drzwi i zbiegłam po schodach. Boże, czemu to to cholerne trzecie piętro?
Wbiegłam do szkoły o dziewiątej. Skierowałam się do szatni i powiesiłam na wieszaku worek, po czym pospiesznie weszłam po schodach do sali historyczno-geograficznej, gdzie mieliśmy geografię. Szłam przez główny korytarz, mijając salę gimnastyczną, salę matematyczną, językową... Moje liceum nie należało do tych wielkich i piętrowych, znajdowało się na parterze budynku i jedynie może dwie, trzy sale oraz szatnia znajdowały się w piwnicy.
Popchnęłam drzwi z tabliczką oznajmiającą 'Pracownia historyczno-geograficzna' i weszłam do klasy. Omiotłam salę wzrokiem. Nie było kilku osób, może z pięciu lub sześciu. Sporo, ale w końcu to ostatnie dni szkoły. Uśmiechnęłam się promiennie w stronę pani Ewy, była niską, trochę przy sobie kobietą, zawsze uśmiechającą się zachęcając uczniów do nauki. Przeprosiłam za spóźnienie i usiadłam obok Ali.
Spojrzała na mnie pytająco.
- Co chciałaś mi wczoraj powiedzieć? - szepnęła do mnie, kiedy wyciągałam zeszyt i książki. Podkradłam od niej długopis i zapisałam notatkę znajdującą się na tablicy. Urwałam kawałek kartki i napisałam na niej:
"Chciałabyś ze mną się zgłosić na wolontariuszkę w Fundacji? Herosi?"
I podałam skrawek przyjaciółce. Musiała zbierać szczękę z ławki i wytrzeszczyła oczy.
- Nie gadaj, Herosi? - rzuciła w moją stronę i uniosła brwi - powiesz mi na przerwie.
Okazało się, że pani Ewa zlitowała się nade mną i darowała mi ten brak pracy domowej. I tak miałam do siebie małe wyrzuty sumienia, bo już co prawda po maturze, ale... No wypadałoby zrobić te ostatnie zadanie, z ostatniej strony podręcznika.
Kiedy tylko zabrzmiał dzwonek, klasa poruszyła się i wystrzeliła na korytarz. Zaludnił się młodszymi i starszymi licealistami, niektórzy, co najnowsi już się oswoili, ale to my, trzecioklasiści czuliśmy się tu najpewniej. Powędrowałam z Alą pod salę językową, gdzie mieliśmy angielski i rzuciłam pod drzwi plecak. Alicja od razu naskoczyła na mnie jak małpa, albo jak, jeszcze gorzej mówiąc goryl lub szympans.
- Fundacja Herosi? No nie gadaj!
Uśmiechnęłam się i usiadłam na ławce pod kaloryferem.
- Jak nie chcesz żebym gadała, to nieee...
- Anka, kuźde!- Ala była zaciekawiona jak nigdy.
A to się wplątałaś.
- No... Bo dostałam wczoraj smsa od nich, wiesz, takie jak te z BMW... - uśmiechnęłam się znowu - No i jak napisali coś o sporcie, to pomyślałam że może wypalić...
Uniosła brwi i pokiwała głową. Więc okazało się, że mam Alę po swojej stronie,a w dodatku wiedziała o tej fundacji już wcześniej. Chwilę później już zadzwonił dzwonek, więc pognałyśmy do klasy, niechętnie bo niechętnie, ale ważne że zachciało nam się ruszyć tyłki, prawda?
Ostatni dzwonek wyczekiwaliśmy z napięciem. Odliczaliśmy sekundy, trzymaliśmy się za ręce, a kiedy w końcu dzwonek zabrzmiał, rozległ się niesamowity pisk i wrzask. Ryczeliśmy jak małe dzieci, rzucaliśmy się na siebie nawzajem, składaliśmy życzenia. Żałowaliśmy, że już nigdy nie będziemy siedzieli w jednej ławce, rzucać do siebie zmiętolonych liścików czy wagarować. Skończyliśmy liceum i stała przed nami droga do marzeń. I jak bardzo naiwnie to brzmi, tak ewidentnie było.
Zostałam w szkole przez taki okres czasu, na jaki pozwalał mi trening. Po nim samym i tak umówiłam się z resztą klasy na ogromną wyżerkę w KFC i imprezę w parku. Skoro kończyłam pewien etap w moim życiu, to zakończenie musiało jakoś porządnie wyglądać, nie?
Wróciłam do domu zmęczona, ale szczęśliwa. Była godzina szesnasta, więc akurat trafiłam na obiad, z czego pewnie bym się kiedy indziej ucieszyła, ale wtedy byłam nażarta jak bania. Napiłam się tylko wody mineralnej, ponieważ treningi czegoś wymagają, i rozwaliłam się na kanapie. Sięgnęłam po pilota i telewizja przywitała mnie miłą niespodzianką.
"Wczoraj został rozegrany charytatywny mecz PGE Skry Bełchatów oraz Lotosu Trefl Gdańsk. Zakończył się on wynikiem 3:1 dla Bełchatowian, a zebrane podczas niego pieniądze trafiły na rehabilitację podopiecznych Fundacji Herosi."
Uniosłam kąciki ust do góry. No, no, nasi koledzy z Trójmiasta walczyli... Ale przykro mi, ze Skrą nie wygrają.
Mama zaciekawiła się nagle i stanęła za oparciem kanapy.
- Nie oglądałaś wczoraj? - spytała. Dzięki za dobicie, mamo...
Potrząsnęłam przecząco głową i dostałam cichej palpitacji serca, kiedy na ekranie pojawił się Michał Winiarski tuż po meczu. Mama wychwyciła mój wzrok i poklepała mnie po ramieniu.
- Niedługo, siatkareczko moja, to Winiarski będzie się zachwycał na TWÓJ widok.
Przewróciłam oczami i bąknęłam ciche 'mamooo...', po czym skierowałam się do łazienki.
Odkręciłam kurek od gorącej wody i zatkałam wannę, wlewając do niej prawie że jedną trzecią płynu do kąpieli. Chwilę później doszłam do wniosku, że z okazji zakończenia liceum mogę trochę zaszaleć, więc chwyciłam kulę musującą, sól do kąpieli i zaczęłam mieszać zapachy.
Sekundy później łazienka była wypełniona orzeźwiającym, owocowym zapachem. Zaciągnęłąm się mieszanką cytryny, limonki, maliny i bodajże tysiąca innych owoców, po czym weszłam do wanny. Piana zakryła mnie całkowicie tak, że spoza niej wystawała jedynie moja głowa i stopy. Woda była akurat nie to za gorąca, nie to za zimna. Zamknęłam oczy i jeszcze raz przypomniałam sobie o wczorajszym smsie. Nigdy nie należałam do tych nieśmiałych osób, ba, byłam otwarta i uwielbiałam poczucie, że pomagam potrzebującym, ale skoro większość moich planów kończy się na chęciach i mam już ich tysiąc, nie było w tym ani kropli sensu, aby angażować się w kolejną akcję.
'Oddzwonisz w swoim czasie', obiecywałam samej sobie w myślach, ale co z tego, skoro 50% moich obietnic nigdy się nie spełnia?
~
No i jest drugi, uff. Dziękuję za te trzy komentarze, które pojawiły się przy 1 rozdziale :) DZIĘ-KU-JEMY!
Tymczasem wyjaśnię może pytanie, które możecie niedługo zadać - kiedy wprowadzę siatkarzy? Już niedługo, ale jak widzicie akcja dopiero się rozkręca. :D
Hope you enyojed it! :*
Pozdrawiam :)
fajnie piszesz.czekam na kolejny. wprowadź już tych siatkarzy :3
OdpowiedzUsuńCzekam na siatkarzy! *.*
OdpowiedzUsuń"...z okazji zakończenia liceum mogę trochę zaszaleć, więc chwyciłam kulę musującą, sól do kąpieli i zaczęłam mieszać zapachy..." ♥♥ to zdanie najbardziej mnie rozwaliło! :D
Czekam na następny!!
Pozdrawiam. :*
A czy liceum nie kończy się pod koniec kwietnia? PRZED maturami?
OdpowiedzUsuńFajnie się zaczyna, chętnie zobaczę co będzie dalej :)
Może jakiś nowy rozdział?
OdpowiedzUsuńCzekamy na nowy rozdział !!
OdpowiedzUsuńZapraszamy do siebie http://milosc-na-boisku-siatkowka.blogspot.com
Kieeeeedy jakiś nowy rozdział? :CCCCCCCCC
OdpowiedzUsuńTak się wciągnęłam............